Całkiem prywatnie
Z Konradem rozmawia żona Agnieszka
Jutro premiera Twojego recitalu. Czy to znaczy, że wreszcie
przestaniesz wykorzystywać łazienkę jako studio nagrań efektów
dźwiękowych?
Nie, bo z dniem premiery nie ustanie proces twórczy, ale będę
to robił rzadziej. Poza tym ona ma naprawdę niezłą akustykę.
A oddasz mi wszystkie pary nożyczek, na których "gracie"
piosenkę Waitsa?
Tak, jeśli obiecasz je pożyczać na kolejne spektakle.
Półtora miesiąca intensywnych prób odzwyczaiło Cię od tego,
że można mieć wolny dzień. Jak sobie poradzisz z tym, że zaczynają
się wakacje?
Czekam na to od dawna! Zbuduję z Zosią szałas u dziadków na
wsi, wypróbuję patelnię, którą mi dałaś na imieniny, pokażę
Ci nowe możliwości mojego pieca do gitary, może napiszę dla
Ciebie piosenkę, umówię się z muzykami, to zobaczysz, jak chłopaki
tę piosenkę zagrają.
A więc znowu próby?!
Ale nie będę wracał późno, obiecuję.
No i znów rozmawiamy o pracy. A wiesz, ile biletów sprzedał
Firlej na środowy koncert?
Nie chcę o to pytać. Sporo biletów rozdałem znajomym i pewnym
"perspektywicznie ważnym" osobom. Nie wiem, ile się sprzeda,
ale trochę ludzi przyjdzie. W końcu to jest ważniejsze niż kasa.
Ale wiesz, że zalegamy z opłatą za przedszkole?
Wiem.
No to powiedz, kiedy sztuka zacznie być dochodowa.
Może kiedy przyjmę propozycję z Warszawy, która bardzo mnie
kusi...
Chyba nie zamierzasz się rozstać z Wrocławiem?
Nie, dlatego zostawiłbym tu Ciebie jako gwarancję mojego powrotu.
Ale naprawisz lampę przed wyjazdem?
A nie wolisz jadać przy świecach?
Agnieszka Imiela
"Gazeta Dolnośląska", 12 czerwca 2001
początek strony
|