Dać się dostrzec

Wrocławski aktor Konrad Imiela był na festiwalu w Cannes, gdzie uczestniczył w promocji filmu "W pustyni i w puszczy". Rozmawialiśmy z nim tuż po powrocie do Wrocławia.

Jak film został odebrany przez canneńskich widzów?

W tej chwili jeszcze nie mogę za dużo powiedzieć o odbiorze filmu, ponieważ odbyła się pierwsza z trzech planowanych projekcji w Cannes, a dystrybutor liczy na największą frekwencję na późniejszych seansach. Sprzedawanie filmów ("W pustyni..." pokazywane było na targach dystrybutorów) rządzi się przedziwnymi prawami. Dla dystrybutora bardzo ważne jest wynajęcie mola przy słynnym bulwarze Croisette i urządzenie na nim bankietu, bo być może następnego dnia w festiwalowej gazecie pojawi się zdjęcie z bankietu i dzięki temu film zostanie dostrzeżony. Biuro dystrybutora, firmy Vision, mieści się w samym centrum, przy hotelu Carlton, a to znak, że firma jest poważna. Sama projekcja pozostaje zwykle w cieniu marketingowych akcji. Ludzie oglądają ją przez 10 minut i już pędzą na następny film, dystrybutorzy sprawdzają tylko jakość dźwięku, kopii. Dać się zauważyć w zalewie kilkudziesięciu filmów wyświetlanych w ciągu jednego dnia to duża rzecz.

Jaka jest szansa, by aktora w Cannes dostrzegł znany reżyser?

Teoretycznie taka szansa istnieje. Ale w tłumie aktorów, reżyserów, producentów jest znikoma. Po sukcesie "Koli" Jana Sveraka, który dostał Oscara, w opinii świata najlepiej (wśród filmów z Europy Wschodniej) wypada kino czeskie.

Obejrzałeś jakieś filmy konkursowe?

Nie, to są projekcje zamknięte. Za to pojechałem do Monte Carlo i na jednorękim bandycie wygrałem dwa franki! W kilku polskich gazetach widziałem zdjęcia Polaków na słynnych czerwonych schodach. Ani ekipa "W pustyni i w puszczy", ani "Quo vadis" (na targach w Cannes pokazano osiem minut tego filmu) nie wchodziła po nich do kinowej sali. Takie zdjęcia robi się wtedy, kiedy akurat nie ma projekcji i nie idą schodami ekipy filmów konkursowych.

Małgorzata Matuszewska
"Gazeta Dolnośląska", 16 maja 2001

początek strony