Konrad a'la Travolta

Szalone lata 50., rock'n'roll, wybrylantowane fryzury a'la Elvis Presley i cadillaki. Wczoraj w warszawskim Teatrze Muzycznym "Roma" pokazano przedpremierę musicalu "Grease" w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego. Główną rolę Danny'ego gra w nim wrocławski aktor Konrad Imiela.

 

Mówi się, że Travolta właściwie "zabił" rolę Danny'ego. Jaki masz pomysł, żeby ożywić ją ponownie?

On faktycznie zagrał to genialnie. Ja robię to po swojemu, od czasu do czasu cytując Travoltę. Gram jakby podwójną rolę. Nawet powiesiłem sobie w pokoju jego zdjęcie z "Grease". Żebym przynajmniej nie zapomniał, jak się uczesać.

Ile razy oglądałeś "Grease" w telewizji?

Trudno policzyć, ale na pewno kilkanaście razy. Nie chodziło mi jednak o to, żeby kopiować tamtych aktorów. Chciałem poczuć klimat szalonych lat 50., w których rozgrywa się akcja. Zobaczyć, jak ci ludzie się poruszali, co nosili, jak się czesali. Pierwszy raz zobaczyłem "Grease" w telewizji jeszcze jako dziecko. Niewiele z tego zapamiętałem, poza szlagierem "Summer Night". Nigdy bym nie pomyślał, że będę pierwszym polskim aktorem, który zaśpiewa to po polsku.

Twoim głównym konkurentem do tej roli jest Michał Milowicz, znany aktor Janusza Józefowicza. Czy już wiadomo, kto wystąpi w pierwszej obsadzie 5 stycznia podczas oficjalnej premiery?

Jeszcze nie. Szala ciągle przechyla się raz na moją stronę, raz na Milowicza. Wieczny konkurs. Ale taka właśnie jest Warszawa. Niestety, trochę doskwiera mi kontuzja ręki, której nabawiłem się podczas prób.

A jak oceniasz swojego rywala?

Odpowiem dyplomatycznie. Mamy ze sobą dobry kontakt i nie podrzucamy sobie świń. Nazwałbym to uczciwą konkurencją.

Czy grając w Warszawie masz kompleks aktora prowincjonalnego?

Absolutnie nie. Nie mam powodu czuć się gorszy, tylko dlatego, że jestem z Wrocławia. To przecież nie miasto decyduje o talencie i umiejętnościach. Chociaż w Warszawie jest na pewno więcej możliwości pracy dla aktora.

Jak spędzisz Sylwestra?

Przez ten cały szum wokół premiery "Grease" chcę spędzić tę noc w domu we Wrocławiu. Z rodziną i przyjaciółmi, najchętniej przy kominku.

Czego ci życzyć w nowym roku?

Żeby musical odniósł sukces. Włożyliśmy w to naprawdę dużo pracy. Podskórnie czuję, że będzie dobrze, ale w końcu wszystko się może zdarzyć. Chciałbym mieć też więcej czasu dla rodziny. Od kilku miesięcy ciągle krążę między Wrocławiem a Warszawą. Chciałbym mieć więcej czasu dla moich ukochanych kobiet [red. żona Agnieszka oraz dwie córeczki] i w końcu zrekompensować im ten czas beze mnie. Poza tym marzę o tym, żeby po prostu nie wyjeżdżać. Żeby we Wrocławiu częściej zdarzały się prestiżowe imprezy, na które ciągnęłaby do nas cała Polska.

Rozmawiała Mariola Szczyrba
"Słowo Polskie", 31 grudnia 2001

początek strony