Imieli lasagne, czyli danie na święta nietypowe

Na początku biorę portfel i idę na "mój" targ przy pl. Grunwaldzkim. Tam jest wszystko, co potrzeba.

Podstawa to prostokąty makaronu. Pewnie można zrobić samemu, ale ja kupuję. Dostępne są normalne i zielone szpinakowe. W smaku różnicy nie ma, ale mieni się kolorami na talerzu. Kilka rodzajów mięsa mielonego (tu kieruję się maksymą pana Franciszka Oborskiego, zarządzającego zamkiem w Wojnowicach: "Wielomięs! Najważniejszy wielomięs!") - cielęce, wieprzowe, dobre też wołowe, chyba że ktoś boi się zostać szaloną krową. Na zestaw sześcioosobowy - w sumie około kilograma. Ze 40 dag twardego sera żółtego - w niektórych miejscach sprzedają tzw. ścinki sera - najlepsze! Białego sera trochę mniej, jakieś ćwierć kilo. Jeszcze parę kiełbasek leszczyńskich. Przyda się też taki mix pomidorowy, tzw. pulpa w kartoniku. Zestaw warzyw - co kto lubi! Ja kupuję trzy pomidory, dwie cebule, paprykę, czosnek, pieczarek 20 dag, łodygę selera naciowego - lepiej od kogoś pożyczyć, bo całego nie opłaca się kupować - trzy marchewki. Świeże zioła dobrze robią. Najlepsze byłyby z ogródka moich teściów, ale na targu też są - czwarta alejka od ul. Reja! Takie sprawy, jak olej, jajka, masło, mleko, sos sojowy, mąka, sól, pieprz, zakładam, że każdy w domu ma.

No to zaczynam:

Do dużego gara, na trochę rozgrzanego oleju wrzucam pokrojone cebule, a po paru minutach wszystkie zmielone mięsa i kiełbaski leszczyńskie. Dodaję łyżkę sosu sojowego, choć Włosi tego nie robią. Wszystko buzuje i się przysmaża, a ja intensywnie mieszam. Dodaję pokrojone w kostkę paprykę, marchewki i gałązkę selera. Teraz można dolać trochę wody i pozostawić na
małym ogniu pod przykryciem na ok. godzinę, co jakiś czas mieszając. Do powstałego sosu mięsno-warzywnego wrzucam pokrojone pieczarki i zalewam połową kartonu pomidorowej pulpy. Wyciskam do tego trzy ząbki czosnku (gdzie tu kupić porządną wyciskarkę?! Czasami Rosjanie mają na targu takie ciężkie, solidne, ale dawno nie widziałem... Nie dajcie się nabrać na te dizajnerskie-supermarketowe!). Teraz trzeba posolić, popieprzyć wedle upodobań, no i dodać słynne świeże zioła typu: oregano, tymianek, majeranek itp. To wszystko jeszcze powinno pobuzować tak z 15 minut pod pokrywką i sos gotów!

W innym zakątku kuchni trzeba przygotować: "blachę" do pieczenia, wysmarowaną (wewnątrz!) olejem, tarty żółty ser, pokruszony drobno ser biały, makaron lasagne i plasterki pomidorów. Oprócz tego potrzebny będzie sos beszamelowy (masło-rondelek-roztopić-zasypaćmąką-żółtko-mlekiemzalać-serażółtegodosypać-zagotować-ostudzić), choć zamiast niego może być rzadkie ciasto naleśnikowe (mleko-jajo-mąka-zmiksować) - tak robią na Sycylii.

I gdy już wszystko mam, czas na moją ulubioną czynność, czyli ostateczne przekładanie. Na spód warstwa makaronu (twardego, niegotowanego) - dobrze mieć "blachę" pasującą wielkością do rozmiarów makaronu, wtedy łatwiej. Jeśli robi się wersję z ciastem naleśnikowym, to ono powinno być na spodzie! Teraz warstwa sosu z gara, posypanego żółtym i białym serem, na to znów makaron i tak w kółko do wyczerpania zapasów. Ze dwa razy trzeba dać warstwę plasterków pomidora i przelać beszamelem lub naleśnikowym. Na samej górze coś podkreślającego zmysł estetyczny kucharza. Fotograf "Gazety" chciał kolorowo, więc dałem pomidory ziołami posypane.

I w takiej formie, gotowe do pieczenia, jest moje lasagne na zdjęciu. Teraz pozostało tylko włożyć na 30-40 minut do 180 stopni rozgrzanego piekarnika i jest!!! Zaproszeni goście siadają do stołu, otwierają butelkę czerwonego bordeaux i pałaszują. Jeśli ktoś poprosi o keczup, oznacza to porażkę kucharza. Jedzą, proszą o dokładkę, aż wreszcie dno "blachy" wylizują dwa moje zgłodniałe koty.

I mieli lasagne...

"Gazeta Wyborcza", 19 grudnia 2002

początek strony