Na wzór Muminków
Jeśli ktoś ma talent, może zaśpiewać wszędzie. Nawet na
ladzie sklepowej. Udowodnił to sobotni koncert "Trzech
Muszkieterów" z Teatru Polskiego, czyli Mariusza Drężka,
Mariusza Kiljana i Konrada Imieli w Galerii Dominikańskiej.
Amatorem
kiszonej kapusty jest cała rodzina Imielów oraz goście, którzy
są tu nieustannie obecni.
- Prowadzimy dom otwarty, a że mamy wielu przyjaciół, ciągle
jest tu pełno - opowiada Konrad Imiela. - Bywa, że po kolejnym
spektaklu na PPA schodzi się dwadzieścia osób i wyładowują
nadwrażliwość na pianinie - śmieje się.
To dla nich jest duży stół w salonie, na który stawiają lasagne
(on) i mus z wątróbek drobiowych z marmoladą z czerwonej cebuli
(ona). Fani targowiska przy placu Grunwaldzkim, regularnie
kupują tam mięso, świeże borówki i pęczki ziół. Kupili nawet
piecyk do chleba i na gości zawsze czeka świeże pieczywo -
oraz śliwowica Rudolfa Jelinka z Moraw.
- A ja właśnie nastawiłem śliwkówkę szczytnicką - Konrad
wyciąga okazałą butelkę.
Imprezy spontaniczne kończą się zwykle wspólnym muzykowaniem.
Nie ma problemu ze sprzętem, bo w domu stoi fisharmonia po
wujku z Katowic, trzy gitary, bębny przywiezione z Afryki
(z planu filmu "W pustyni i w puszczy", gdzie grał
Imiela), skrzypce Agnieszki i pianino, które dostała od babci,
gdy zdała do szkoły muzycznej.
Grają także, m.in. na plastikowej trąbce i rurkach izolacyjnych,
7-letnia Zosia i 3-letnia Janka. Jak to znoszą sąsiedzi?
- Wspaniali, bo wyrozumiali - twierdzą gospodarze. - Poza
tym większość znamy: Kinga Preis, Elżbieta Golińska, Ewa Michnik,
Igor Kujawski, Aldona Struzik...
Mieszkanie w starannie wyremontowanej kamienicy przy Szczytnickiej
miasto wynajęło Konradowi na czas pracy we Wrocławiu. - Wygodne,
bo wysokie i w centrum, ale w dwóch pokojach już nam się robi
ciasno. Myślimy o zamianie - mówi Agnieszka.
Wykorzystują każdy kawałek przestrzeni: przedpokój to miejsce
na komputer, z którego korzysta cała rodzina, rodzice śpią
na antresoli.
- Zbijali nam ją stolarze z Teatru Polskiego - opowiadają.
- Znajomi żartowali, że wytrzyma sto przedstawień, ale okazała
się bardziej solidna.
Każdy przedmiot to wspomnienie. Chochli, wiszącej na honorowym
miejscu w kuchni, babcia Agnieszki używała na Syberii, gdzie
zesłano ją z mężem i dziećmi.
Szwajcarski budzik po przodkach Konrada wprawił w zachwyt
starego zegarmistrza: "Proszę pana, ja myślałem, że już
nie ma takich zegarków. To właśnie na orisach uczyłem się
fachu".
W buteleczkach resztki zapachów Givenchy, ulubionej marki
ich obojga. Rękodzieło córek - najrozmaitsze obrazki i pudełka
- są absolutnie nienaruszalne.
Bumerangi przyleciały od wujka z Australii. Wszystkie obrazy
to prezenty ślubne: i ten przedstawiający rodzinny dworek
w Hrubieszowie, i ten abstrakcyjny od znajomych we Francji,
gdzie przed ślubem spędzali każde wakacje.
Każdy kawałek ściany jest zajęty: z plakatami ze spektakli
Konrada sąsiaduje kolekcja torebek żony ("zmieniam je
zależnie od nastroju i pory roku"), wszędzie wiszą fotografie.
- Uwielbiamy i fotografować, i być fotografowanymi. Zawsze
są spory, kto komu ma zrobić zdjęcie, w końcu Zosia dostała
własny aparat.
Wspólnie z córkami oglądają na wideo kultowe "Muminki".
- Szczególnie bliski jest mi Tatuś, jako niespełniony artysta
- wzdycha aktor. - A Mamusia Muminka? Toż to ideał, nawet
na wyspę zabrała patelnię i potrafiła usmażyć naleśniki.
Aneta Augustyn
"Gazeta Wyborcza we Wrocawiu", 29 listopada 2004
początek strony