Nie chcę grać Hamleta
O roli w "Grease", sit-comach i recepcie na sukces mówi młody aktor Konrad Imiela.
John Travolta stworzył w filmowej wersji musicalu "Grease"
bardzo wyrazistą postać. Czy będzie Pan grać Travoltą?
To było jedno z podstawowych pytań w pracy nad tą rolą. Jasne, że nie
chciałbym nikogo naśladować, ale przecież i tak nikt nie powie, że gram
Danny'ego, tylko Travoltę. Ludzie utożsamiają z nim tę postać. Zamierzam
posłużyć się cytatami z Travolty.
Myśli Pan o przeniesieniu się na stałe do Warszawy?
Wolałbym zostać we Wrocławiu. W Warszawie jest strasznie ciasno.
Ale to Pan zdobył tu główną rolę...
Tak. Warszawa daje większy prestiż, większe pieniądze. Ale wierzę w
to, że uda się kiedyś rozbić centralizację kultury w Polsce.
Czy myśli Pan, że aktorom po warszawskiej Akademii Teatralnej łatwiej
jest zrobić karierę niż tym z Wrocławia czy Krakowa?
Tak, myślę, że przede wszystkim warszawska szkoła rzetelnie przygotowuje
do zawodu. U nas we Wrocławiu jest tak, że do Warszawy się jedzie w
dwóch przypadkach - albo kiedy już odniosło się sukces albo wtedy, kiedy
nic się nie udaje, bo tu pracy jest dużo i zawsze się coś znajdzie.
Zagrał Pan w telenoweli...
Zagrałem w "Życiu jak poker", jednej z pierwszych polskich
telenoweli. Nikt z nas nie wiedział jeszcze wtedy, co to jest. Kiedy
zorientowałem się, w jakim kierunku ta produkcja zmierza, starałem się
jakoś wykręcić. To nie jest mój gatunek, ale nie mam nic przeciwko dobrze
realizowanym serialom.
Gra Pan w teatrze, filmie, pisze Pan piosenki, komponuje, a nawet
reżyseruje...
Trochę żałuję, że nie skończyłem szkoły muzycznej, byłbym teraz muzykiem.
Chciałbym posmakować jak najwięcej możliwości. Aktorstwo to nie jest
to, co lubię robić najbardziej. Jakiś czas temu zauważyłem, że nie jestem
zbyt dobrym partnerem scenicznym. Najbardziej lubię być na scenie sam.
Kłopoty ze współpracą - to chyba nie najlepiej świadczy o aktorze?
To na pewno nie jest dobrze i świadczy o moim charakterze. Dla mnie
ważniejszy jest kontakt z publicznością niż z partnerem.
Czy to nie jest przypadkiem gwiazdorstwo?
Może tak jest. Zależy, jaką definicję gwiazdorstwa przyjmiemy. Chodzi
mi o kontakt z publicznością w teatrze, a nie poza nim.
Czy myśli Pan, że wystarczy być zdolnym, aby odnieść sukces?
W zawodzie aktora talent często odchodzi na drugi plan. Wielką rolę
odgrywa natomiast szczęśliwy zbieg okoliczności. Trzeba poza tym znać
swoje walory i umieć je pokazać.
A Pana walory?
Ja nie widzę siebie w tej chwili w żadnej wielkiej roli dramatycznej,
nie marzę o zagraniu Hamleta. Wiosną planuję wydanie płyty z piosenkami
moimi i moich przyjaciół, m.in. Roberta Gonery. Ciągnie mnie w stronę
niekomercyjnego undergroundu.
Rozmawiała Magdalena Cytowska
"Życie", 19 października 2001
Kim jest Konrad Imiela
Urodził się 23 kwietnia 1972 roku w Starachowicach. Ukończył Wydział
Aktorski PWST we Wrocławiu. W 1993 roku został laureatem XIV Przeglądu
Piosenki Aktorskiej, a dwa lata później wystąpił tam z recitalem "Rybi
puzon" w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, złożonym z piosenek
Toma Waitsa. Recital ten został zgodnie uznany przez krytykę za wydarzenie
artystyczne przeglądu.
Od września 1994 roku jest aktorem Teatru Polskiego we Wrocławiu. Grał
m.in. u Krystiana Lupy i Jerzego Jarockiego. Ma też za sobą role filmowe,
m.in. Wołodii w serialu "Sława i chwała" w reżyserii Kazimierza
Kutza oraz Chamisa w filmie "W pustyni i w puszczy" Gavina
Hooda. Ostatnio zagrał też Didora w "Quo vadis" Jerzego Kawalerowicza.W
tym roku zrealizował recital "Śpiewa Konrad Imiela", a w grudniu
zobaczymy go w głównej roli w musicalu "Grease" w warszawskim
Teatrze Roma.
początek strony
|