Śpiewa Konrad Imiela

Trudno pojąć, jak to się dzieje, że w mieście Przeglądu Piosenki Aktorskiej recitale takie jak ten, który wraz z przyjaciółmi przygotował we wrocławskim klubie Firlej Konrad Imiela, pojawiają się tak rzadko. Ale kiedy już się pojawią - palce lizać.

"Śpiewa Konrad Imiela" to tytuł prosty i wiele mówiący. Aktor pokazuje w nim to, w czym - moim zdaniem - jest najlepszy: piosenkę zwanej aktorską. We Wrocławiu pojawia się ostatnio rzadko, bo bierze udział w próbach do "Grease", musicalowej superprodukcji w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie. Jego autorski recital w Firleju miał swoją premierę w czerwcu. Teraz - na krótką chwilę - wraca na afisz.

Czysto wokalnym umiejętnościom Imieli towarzyszą fantazja, zmysł improwizacji i wyczucie tego, co nadaje się na scenę (gest, mimika, garderoba), czyli po prostu dobry gust. Banalne stwierdzenie, że piosenka aktorska to taka, w której wykonawca kreuje sytuację jak z teatru, opowiada jakąś historię, interpretuje tekst itd., nabiera w tym przypadku treści. Imiela kreuje, opowiada, interpretuje itd. W ciągu godziny zmienia się z eleganckiego dżentelmena to w zapijaczonego lumpa, to w rasowego rockmana w sportowej koszulce i z gitarą elektryczną przewieszoną przez ramię, tak żeby nie przeszkadzała podskakiwać.

Aktor (i zarazem autor części piosenek) otoczył się doskonałymi muzykami, którzy nie tylko mu akompaniują, ale są pełnoprawnymi uczestnikami show, grają solówki, posługują rekwizytami (fenomenalny pomysł, by wszystkich wyposażyć w nożyczki w "Rozmowach u fryzjera" - od małych do paznokci, do potężnych ogrodniczych). Dwie godziny zapomnienia i poezji gwarantowane.

Adam Domagała
"Co Jest Grane", 28 września 2001

początek strony