Tu mi dobrze
Grasz główną rolę w najnowszym przedstawieniu Teatru Polskiego "Krwawe
gody". Co możesz powiedzieć o tym spektaklu?
"Krwawe gody" Federico Garcii Lorci to historia wielkiej namiętności,
które w konsekwencji prowadzi do tragedii. Dwaj mężczyźni walczą o względy kobiety,
mającej poślubić jednego z nich - pogodnego i nieskażonego przez życie - myślami
będącej jednak przy tym drugim - Leonardzie. W trakcie wesela Leonardo porywa
dziewczynę. Pan młody znajduje ich w lesie, dochodzi do pojedynku, w którym
obaj giną. Tragedia, rozpacz, ból i łzy... Gram człowieka kierującego się instynktem,
targanego namiętnościami, pozbawionego zdrowego rozsądku.
Czy praca nad "Krwawymi godami" była dla Ciebie spotkaniem z inną
tradycją, kulturą...?
Nigdy wcześniej nie zetknąłem się z kulturą hiszpańską. Dopiero przed realizacją
przedstawienia, podczas biennale tańca współczesnego w Poznaniu, uczestniczyłem
w warsztatach poświęconych flamenco. Dzięki temu ciekawemu doświadczeniu, nie
tylko zainteresowałem się flamenco, ale poznałem paru niezwykłych tancerzy z
Barcelony. Być może jakiś wpływ na fascynację tym tańcem ma moje, częściowo
śródziemnomorskie pochodzenie - francusko-włosko-cygańskie.
Twoja ulubiona rola z repertuaru Teatru Polskiego?
Właśnie Leonardo w "Krwawych godach". To, jak na razie, moja najpoważniejsza
rola i cieszę się, że pozwala mi ona na aktorski rozwój.
Czy udaje Ci się godzić życie zawodowe z rodzinnym? Czy jesteś dobrym mężem?
Myślę, że tak. Staram się jak mogę. Specyfika pracy w teatrze polega na tym,
że bywają okresy, kiedy trzeba poświęcić się pracy bez reszty. Niewiele czasu
pozostaje wówczas dla bliskich. Ale kiedy nadchodzi ten czas - kiedy jesteśmy
już po premierze, a jeszcze przed następną realizacją - staram się go wykorzystać
tylko dla rodziny.
Jesteś nie tylko aktorem dramatycznym - także śpiewasz. Często powtarzasz,
że śpiewanie jest dla Ciebie równie ważne.
To prawda. Śpiewanie jest dla mnie równie ważne, nie wiem nawet czy nie ważniejsze.
A szczególnie bliski mi jest, trudny do zdefiniowania gatunek zwany piosenką
aktorską.
Jakie są Twoje najbliższe plany teatralne lub filmowe?
Niedługo wyjeżdżam do Warszawy, na nagrania Teatru Telewizji "Niech no
tylko zakwitną jabłonie" Agnieszki Osieckiej, w reżyserii mojego ulubionego
reżysera - Wojtka Kościelniaka. Z pewnością dalej będę grał w serialu "Życie
jak poker". Czekam też na kolejne obsady w Teatrze Polskim, jestem otwarty
na propozycje artystyczne.
Czy zaczynasz odczuwać, że jesteś znany?
Pierwsze znamiona popularności odczułem jako student II roku Szkoły Teatralnej,
po udziale w programie Truskawkowe Studio, który co tydzień pojawiał się w telewizji
ogólnopolskiej. Mnie i moich kolegów rozpoznawały wtedy głównie dzieci. W tym
samym czasie dostałem dużą, poważną rolę w Teatrze Polskim w "Pułapce"
u Jerzego Jarockiego. Monolog, sam na scenie itd. Byłem bardzo przejęty, czekałem
na reakcję publiczności - jak mnie odbierze na deskach wielkiego teatru. Po
spektaklu, rozdając autografy byłem bardzo szczęśliwy, do momentu kiedy zorientowałem
się, czego większość ludzi ode mnie chce: "Tylko proszę dopisać - Pan z
Truskawkowego Studia"... Po kilku takich zdarzeniach zrezygnowałem z "Truskawkowego
studia".
Twój ulubiony reżyser teatralny?
Bardzo mi odpowiada teatr Krystiana Lupy. Grałem w "Immanuelu Kancie"
- nie była to wielka rola, ale już sama praca z Krystianem Lupą to fantastyczne
doświadczenie. Najlepiej chyba jednak rozumiemy się z Wojtkiem Kościelniakiem.
Zrobiliśmy już razem mnóstwo rzeczy, poczynając od pierwszej realizacji Wojtka
na scenie i pierwszej mojej wielkiej, samodzielnej roli w teatrze, czyli recitalu
piosenek Toma Waitsa pt. "Rybi puzon" w 1995 r. Chciałbym się spotkać
z Wojtkiem przy realizacji jakiejś poważnej pracy teatralnej.
Jesteś młodym i bardzo zdolnym aktorem. Czy nie kusi Cię możliwość zrobienia
kariery w Warszawie?
Nie, nie kusi. Większość z nas, aktorów, prędzej czy później myśli o tym. Ale
ja się już z tego wyleczyłem, no i - tu mi dobrze... Chciałbym, mieszkając we
Wrocławiu występować również w innych miastach i brać udział w różnych realizacjach.
Muszę przyznać, że póki co udaje mi się to zamierzenie zrealizować.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Kazimiera Jakacka
"Co jest grane", nr 62 (4), kwiecień 1999
początek strony
|