Z powodu magnolii

Konrad Imiela, wrocławski aktor, właśnie gra główną rolę w musicalu "Grease" w Teatrze Muzycznym "Roma" w Warszawie. Oprowadza nas po "swoim" Wrocławiu.

Za tym ogrodzeniem ukrywa się cudowny ogród... (róg ul. Januszowickiej i Jaworowej)Ulica Jaworowa, róg Januszowickiej

W willi na rogu tej ulicy niegdyś mieściła się szkoła teatralna. To było miejsce, które przeważyło w moim życiu szalę... Nie byłem pewny: zdawać do wrocławskiej szkoły czy do innej. Na konsultacje do Wrocławia przyjechałem w maju 1990 roku. Dom był otoczony przepięknym ogrodem, w którym właśnie kwitła magnolia. W porównaniu z krakowską szkołą, która mieściła się w nieładnym miejscu... Wybrałem Wrocław. Razem z kolegami byliśmy ostatnim rokiem, który uczył się przy Jaworowej. Mieliśmy cudownego portiera, pana Edwarda, który już nie żyje. Zawsze miał przy sobie pompę do roweru - gdyby trzeba było komuś przygrzmocić. Właściwie mieliśmy tę szkołę do swojej dyspozycji i zdarzało się mnóstwo przygód. Straż pożarna ściągała zmęczonego studenta z dachu, grałem Romea i przez ogrodowe chaszcze przedzierałem się do Julii, którą grała Renia Grabarkiewicz, obecnie Skibińska. To była Julia w ósmym miesiącu ciąży.

Atmosfera szkoły przy Jaworowej sprawiła, że rok upłynął łagodnie, a ja pokochałem to miasto, a raczej Krzyki.

Palec Konrada wskazuje balkon mieszkania, na którym stała słynna śmietanaUlica Bystrzycka

Tu mieszkałem z Markiem Kocotem, Wackiem Traczem oraz - przez rok - z Jackiem Bończykiem. Wynajmowaliśmy mieszkanie i uczyliśmy się, jak to się robi, żeby w ogóle było coś w lodówce. Pierwszego dnia poszedłem do sklepu i nie wiedziałem, co kupić. Stwierdziłem, że w domu powinna być śmietana, i kupiłem ją - wtedy były jeszcze takie śmietany w butelce. Ta śmietana stała chyba rok w lodówce, a potem przez pół roku na balkonie. Kiedy razem z Markiem przenieśliśmy się na ulicę Zimową, wzięliśmy śmietanę ze sobą. Przy Zimowej był gospodarz - pan Jan. Kiedyś powiedział: "Tam stała jakaś stara śmietana, to ją wyrzuciłem".
Koło bloków przy Bystrzyckiej podrywaliśmy piękne wrocławianki wychodzące na spacery z pieskami.

"Kwiszczok", róg Kwiskiej i Legnickiej

W bloku na rogu mieszkali ludzie ze szkoły aktorskiej. Tam szkoła wynajmowała pomieszczenia. Nazywaliśmy ten dom "kwiszczokiem". Na pierwszy roku, podczas fuksówki, miałem zadanie: chodzić z pierogami "po ludziach" i je zachwalać. W jednym z mieszkań natknąłem się nawet na Rosjan, którzy mnie o mało nie pobili.

Tawerna, ulica św. Mikołaja

Nie mam nic wspólnego z żeglarstwem, ale w Tawernie obchodziłem jedne z najbardziej hucznych urodzin - 20. lub 21. Zaprosiłem kwiat szkoły teatralnej i wypiłem chyba najwięcej piwa w swoim życiu. Byliśmy biednymi studentami, nie na wiele było mnie stać, ale to piwo stawiałem i w końcu skończyły się moje możliwości. Właściciel powiedział, że będzie nam stawiał, dopóki będziemy śpiewać.

W Tawernie pracowała Agnieszka. Kiedy jeszcze nie była moją żoną, pewnego dnia umówiliśmy się, że przyjadę po nią wracając z jakiejś imprezy. Zastałem ją, jak sprzątała. Chciałem jej pomóc i zasnąłem. Ale trwałem dzielnie przy mojej przyszłej żonie, żeby jej pomóc.

Teatr k2, ul. Kuźnicza, i Teatr Polski, ul. Gabrieli Zapolskiej

W tearze k2 (i w Polskim, moim macierzystym) uczestniczyłem w najbardziej mnie fascynujących projektach: recitalu "Rybi puzon" w 1995 roku, "Syrenie Elektro", spektaklu "MC Mayak, czyli dojaże wyćieńczonych żap". Pierwsze role, pierwszy recital, pierwsza reżyseria - to właśnie tutaj. Paradoksalnie jestem związany z największą sceną we Wrocławiu, czyli Teatrem Polskim, i najmniejszą, czyli k2.

Park Południowy

Tam spędzaliśmy dużo czasu, spacerując z dziewczętami, które nam się podobały. A ponieważ blisko było do Telewizji, więc kręciliśmy dużo materiałów do "Truskawkowego Studia", które niegdyś prowadziłem.

Stadnina koni w Rakowie

Tu przeżyłem cudowne chwile, jeżdżąc konno po poligonie.

Pętla tramwajowa na Krzykach

Już wcześniej znałem Agnieszkę, ale pewnej nocy postanowiliśmy być razem, właśnie na tej pętli. Wracałem skądś z kolegami, była trzecia w nocy i ona tam stała, smutna po rozstaniu z chłopakiem. Pokochałem ją i postanowiłem, że zostanie moją żoną. I została!

Małgorzata Matuszewska
"Gazeta Dolnośląska", 11 stycznia 2002

początek strony